a mnie to nie dziwi w sumie...wcześniej nim poznałam mojego obecnego partnera z seksu nie czerpałam żadnej przyjemności - nudziło mnie to i nie zaspokajało zupełnie. Teraz jestem zakochana i szczęśliwa...praktykujemy bdsm i idealnie nauczyliśmy się siebie, mamy do siebie bezgraniczne zaufanie...krzywdzimy się podczas sesji - to prawda...ale ani razu się nie pokłóciliśmy jeszcze w normalnym życiu...nie ma nic piękniejszego niż gdy facet, którego kochasz ociera Ci łzy i dziękuje za poświęcenie i oddanie...to jest zboczenie i mam tego świadomość. Dodam tylko tyle, że dzieciąstwo miałam szczęśliwe, nikt mi nigdy krzywdy nie robił.