Witajcie drogie forumowiczki,
mam straszny problem, z ktorym nie moge sobie sama poradzic i licze na wasze madre glowki...
Otoz od pol roku jestem ze wspanialym facetem...wszystkoko ukladalo sie fajnie, spedzalismy razem piekne chwile i ja go bardzo pokochalam.
Przed paroma dniami zapytalam sie go co on do mnie czuje, bo jakos nigdy o tym nie mowi (ode mnie wie juz dlugo, ze go kocham). Mialam takie dobre przeczucie, ze uslysze to na co czekam, albo przynajmniej cos w tym kierunku...a okazalo sie, ze on niewiele do mnie czuje

Powiedzial, ze mnie nie kocha i nie wie, czy bylby w stanie kiedykolwiek pokochac, bo jestem super, strasznie kochana i w ogule, ale nie ma motylkow w brzuch na moj widok i nie jest myslami na 100% przy mnie...a jednak cos go do mnie ciagnie
Jego slowa bardzo mnie zabolaly...powiedzialam, ze odchodze...bardzo plakalismy...on nie chcial sie rozstawac, mowil, ze tak mu ze mna dobrze, ze mial nadzieje, ze uczucie sie rozwinie...ale nie chce mnie krzywdzic i dlatego rozumie, ze chce odejsc...
Bylam zdruzgotana...nie moglam przestac plakac, bo ja bez niego nie moge zyc. Wiec poprosilam o kolejna rozmowe. On chce sprubowac, powiedzial, ze sie postara, ze da z siebie wszystko...tyle, ze ja sie bardzo boje, bo jesli teraz juz tak boli, to co bedzie za pare miesiecy...chyba mi serce peknie!!!!
Jeszcze mi powiedzial, ze dla niego milosc, to jak sie spojrzy na druga osobe i odrazu sie wie, ze to ta jedyna...a jesli o mnie chodzi, to ma mieszane uczucia, bo czasami wydaje mu sie, ze nic mu wiecej do szczescia nie potrzeba, a jak tylko nie ma mnie w poblizu, to nachodza go jakies dziwne mysli.
On jeszcze nie mial zadnego powaznego zwiazku, a kobiety, ktore kochal nie chcialy go i to zaraz na poczatku zwiazku...a ja tak bardzo sie staralam, pielegnowalam ten zwiazek jak moglam, pisalam mu listy milosne, rozpieszczalam, w lozku rozumielismy sie super- bylo pieknie, smialismy sie i plakalismy razem...czego mu jeszcze potrzeba???
Musze podjac jakas decyzje, bo juz raz dalam mu szanse...juz mial te watpliwosci, po dwuch miesiacach porzucil mnie, a kilka dni pozniej za mna lazil i prosil...powiedzialam mu wtedy, ze to juz ostatni raz..ale jak zrezygnowac, skoro serce tak bardzo chce...a z drugiej strony jak tu zyc ze swiadomoascia, ze jest sie niekochanym????
Blagam!!!! pomozcie mi!!!!!!