Lena nie wydaje mi się aby książki typu „Pamiętnik narkomanki” Czy „My dzieci z dworca ZOO” były pisane dla przestrogi. Zastanówmy się, kiedy one powstały. Wtedy nie pisano, aby przestrzegać. Jak mówiła Latarka - są ludzie, którzy przeszli przez piekło narkotykowe, znaleźli się ludzie, którzy się o tym dowiedzieli, a że takie książki kiedyś nie miały racji bytu (narkotyki, prostytucja nieletnich, były tematem tabu) więc spisali je, wydali, licząc na zyski. Nie ma się, co dziwić, dzieła do dzisiaj szokują i są hitem.
Dla przestrogi książkę pisała Anna Onichimowska („Hera moja miłość”) która według mnie spieprzyła sprawę na całej linii. Przeczytałam, bo wydawało mi się, że powinnam. Zachwalana przez wielu, tak bardzo podobno życiowa – okazała się wielkim niewypałem. Dla mnie to bzdury, z tej samej pułki, co „Miłość w Berlinie”. Możliwe jednak, że niektórzy odczytali ją jako przestrogę, że niektórym się podobała, że niektórzy z tej lektury coś wynieśli. Ja niekoniecznie.
„Narkomanka” Józefa Stompora nie była już tak bardzo w moim odczuciu na wyrost, jednakże również mnie nie zachwyciła. Za dużo owijania w bawełnę, jak dla mnie.
Książki, które mogę polecić to na pewno:
„Heroina” Piątka – fantastyczna. Podobała mi się nie tylko ze względu na to, co Tomasz opisywał, ale też, w jaki sposób opisywał. Psychodeliczny język pomógł w stworzeniu nastroju, który ta książka mieć powinna. I miała. Naprawdę, wszystkim fanatykom książek o tematyce narkotyków polecam.
Wspomnę jeszcze o książce napisanej przez Jane Fray pt. „W ślepym zaułku wolności”. Historia podobno autentyczna, spisana przystępnym językiem, momentami szokująca. Jedyne, co mogę jej zarzucić to cukierkowe zakoączenie, chociaż, jeśli takie doprawdy napisało życie – to nawet mogę je uznać.
Vill: Ja, co do „Kokainy” i okoliczności jej czytania mam trochę inne wspomnienia. Czytałam we Włoszech, w samym środku lata. Gorąco, upalnie, żar wszechobecny. Teoretycznie, powinno mi być trudno, przenieść się do innego świata. Jednakże Kokaina, jest na tyle innym światem, że bez problemu mi się to udało. Popieram, jeśli chodzi o uznanie dla tej książki.
Ulubionej nie mam. Wszystkie coś tam w sobie mają. Zarówno szokująca historia dzieci z dworca ZOO, która kiedyś, była dla mnie historią nad historiami. Jak i zapiski Barbary Rosiek, która jest nam, w pewien sposób, bliska. Przecież to polska rzeczywistość, polska historia, aż w koącu nasz, polski Marek Kotaąski. „Pamiętnik narkomanki” chyba każdy musi przebyć…