temat chciałabym poświęcić łyżwom. chyba na topie- teraz zimą, kiedy śnieg zaatakował.
jezdze od podstawowki, czy dobrze? mysle, ze calkiem niezle mi to wychodzi. w liceum na wf czesto chodzilysmy na lyzwy. przy szkole tworzono lodowisko i uczniowie uczyli sie jezdzic. czasem udawalo sie wyjsc na miejskie lodowisko, zabawa niemozliwa.
lyzwy ktore lubie? kiedy bylam mala musialy byc biale, skorzane- takie jak prawdziwe lyzwiarki w tv

potem moje zdanie troche sie zmienilo... pojawily sie lyzwy plastikowe. podobaly mi sie nieziemsko, ale noga rosla i bez sensu byloby je kupowac, wydajac sporo kasy, bo nie nalezaly one do tanich. wiec co roku pozyczalam, w szkole jezdzilismy na szkolnym sprzecie. dzisiaj preferuje meskie hokejki (po czesci z powodu rozmiaru stopy...). w domu mam jedna pare oryginalnych kanadyskich burtonow... przyslanych zza granicy. brazowe, typowo do hokeja, model lat 80-tych

no, ale one zawsze nalezaly do starszego brata, wiec nigdy nie osiagnelam takich rozmiarow (44?) szkoda... nadal jestem na etapie pozyczania

dzis po raz pierwszy w tym sezonie uda mi się pojawic na lodowisku (jesli nie zawioda najblizsi...) wreszcie mamy czas, pieniadze, ochote i warunki. i choc lodowisko jest male, juz teraz planuje zabawe w gonianego, czy kąty (chlopcy lapia dziewczynki?

) hehe, polecam dla odstresowania sie po sesji i innych szkolnych bajerach. a po lyzwach cieple kakao i masaz obolalego tylka. coz wiecej mozna chciec?